Na stacji kolejowej był tłum i rozgardiasz, czyli to co zwykle w takim miejscu. Pospinałam wszystkie walizki i ruszyłam za wujkiem, który pomagał tacie wyjechać ze stacji. Nagle na kogo wpadłam. - Przepraszam, to nie chcący - mruknęłam. - Nie szkodzi. To moja wina - odpowiedział mi chłopięcy głos z idealnym, angielskim akcentem. Rodowity Anglik. Ja już przesiąknęłam tyloma akcentami, że mówiłam bardziej jak zagraniczna turystka niż rodowita Brytyjka. Przyjęłam wyciągniętą w moją stronę dłoń i wstałam. - Dziękuję - Pozwoliłam sobie na delikatny uśmiech. - Nie ma za co. Tak przy okazji: jestem Ciel. Ciel Phantomhive, a ty? - Błękitne oczy bruneta studiowały uważnie moją twarz. - Och. Jestem Lilian Michaelis, ale wszyscy mówią mi... - Lili! - Usłyszałam za sobą pełen wyrzutu głos. - Tak, wujku? - Odwróciłam się i spojrzałam w złote tęczówki skryte za prostokątnymi okularami. - Zaraz mamy autobus - powiedział, więc pożegnałam się z Cielem i ruszyłam za kuzynem taty. Wreszcie w dom...