Na stacji kolejowej był tłum i rozgardiasz, czyli to co zwykle w takim miejscu. Pospinałam wszystkie walizki i ruszyłam za wujkiem, który pomagał tacie wyjechać ze stacji. Nagle na kogo wpadłam.
- Przepraszam, to nie chcący - mruknęłam.
- Nie szkodzi. To moja wina - odpowiedział mi chłopięcy głos z idealnym, angielskim akcentem. Rodowity Anglik. Ja już przesiąknęłam tyloma akcentami, że mówiłam bardziej jak zagraniczna turystka niż rodowita Brytyjka. Przyjęłam wyciągniętą w moją stronę dłoń i wstałam.
- Dziękuję - Pozwoliłam sobie na delikatny uśmiech.
- Nie ma za co. Tak przy okazji: jestem Ciel. Ciel Phantomhive, a ty? - Błękitne oczy bruneta studiowały uważnie moją twarz.
- Och. Jestem Lilian Michaelis, ale wszyscy mówią mi...
- Lili! - Usłyszałam za sobą pełen wyrzutu głos.
- Tak, wujku? - Odwróciłam się i spojrzałam w złote tęczówki skryte za prostokątnymi okularami.
- Zaraz mamy autobus - powiedział, więc pożegnałam się z Cielem i ruszyłam za kuzynem taty.
Wreszcie w domu... Ubóstwiam tę chwilę! Wybrałam sobie przestronną sypialnię z wielkim balkonem wychodzącym na piękny, różany ogród. Sypialnia była pomalowana na delikatny fiolet, z podłogą wyłożoną ciemnymi panelami, a większą jej część zajmowało ogromne ŁOŻE (bo łóżkiem nazwać tego nie można). Rzuciłam walizki pod dużą, dębową szafę i zasiadłam do wiekowego fortepianu stojącego tuż obok drzwi na balkon.
- Ładny pokój, córciu - powiedział tata i dodał, że wujek woła nas na obiad.
Po obiedzie wujek poszedł do najbliższej Szkoły Średniej załatwić papiery, a ja i tata wyszliśmy do ogrodu.
- Dzień dobry! - Rozległ się nagle melodyjny, kobiecy głos. Podeszłam do furtki. Stał przy niej Ciel w towarzystwie błękitnookiej blondynki, która trzymała w rękach ciasto i piwnooki brunet.
- Dzień dobry - powiedziałam, a kiedy usłyszałam, że goście chcieli się przywitać otworzyłam bramkę wpuszczając ich.
- Co tam, córciu? - spytał tata podjeżdżając do nas.
- Mamy gości - powiedziałam. Mężczyzna spojrzał na kobietę i zbladł.
- R-Rachel - wykrztusił.
- Se-Sebastian.
- Eee... To może ja zrobię herbatę?
- Pomogę ci, Lili - zaoferował Ciel i poszedł ze mną do kuchni.
- Jak myślisz, skąd mój tata zna twoją mamę? - spytałam krojąc ciasto.
- Nie mam bladego pojęcia - powiedział zalewając herbatę.
Gdy wszystko było już gotowe, wróciliśmy z Cielem do ogrodu. Okazało się, że nasi ojcowie się o coś pokłócili, a matka Ciela bezskutecznie starała się ich rozdzielić.
- Co tu się dzieje? - Na tę scenę wrócił wujek Claude i podał mi karteczkę, która okazała się planem lekcji. - Zaczynasz od poniedziałku, Lili.
- Tęsknię za starą szkołą. I za Jane - oznajmiłam.
Spór między panami został zażegnany i spędziliśmy z sąsiadami całkiem miłe popołudnie. Okazało się, że ja i Ciel będziemy w tej samej klasie, ale na innym profilu. Wieczorem rozpakowałam się i położyłam spać. Moją ostatnią myślą było, że będzie dobrze...
- Przepraszam, to nie chcący - mruknęłam.
- Nie szkodzi. To moja wina - odpowiedział mi chłopięcy głos z idealnym, angielskim akcentem. Rodowity Anglik. Ja już przesiąknęłam tyloma akcentami, że mówiłam bardziej jak zagraniczna turystka niż rodowita Brytyjka. Przyjęłam wyciągniętą w moją stronę dłoń i wstałam.
- Dziękuję - Pozwoliłam sobie na delikatny uśmiech.
- Nie ma za co. Tak przy okazji: jestem Ciel. Ciel Phantomhive, a ty? - Błękitne oczy bruneta studiowały uważnie moją twarz.
- Och. Jestem Lilian Michaelis, ale wszyscy mówią mi...
- Lili! - Usłyszałam za sobą pełen wyrzutu głos.
- Tak, wujku? - Odwróciłam się i spojrzałam w złote tęczówki skryte za prostokątnymi okularami.
- Zaraz mamy autobus - powiedział, więc pożegnałam się z Cielem i ruszyłam za kuzynem taty.
Wreszcie w domu... Ubóstwiam tę chwilę! Wybrałam sobie przestronną sypialnię z wielkim balkonem wychodzącym na piękny, różany ogród. Sypialnia była pomalowana na delikatny fiolet, z podłogą wyłożoną ciemnymi panelami, a większą jej część zajmowało ogromne ŁOŻE (bo łóżkiem nazwać tego nie można). Rzuciłam walizki pod dużą, dębową szafę i zasiadłam do wiekowego fortepianu stojącego tuż obok drzwi na balkon.
- Ładny pokój, córciu - powiedział tata i dodał, że wujek woła nas na obiad.
Po obiedzie wujek poszedł do najbliższej Szkoły Średniej załatwić papiery, a ja i tata wyszliśmy do ogrodu.
- Dzień dobry! - Rozległ się nagle melodyjny, kobiecy głos. Podeszłam do furtki. Stał przy niej Ciel w towarzystwie błękitnookiej blondynki, która trzymała w rękach ciasto i piwnooki brunet.
- Dzień dobry - powiedziałam, a kiedy usłyszałam, że goście chcieli się przywitać otworzyłam bramkę wpuszczając ich.
- Co tam, córciu? - spytał tata podjeżdżając do nas.
- Mamy gości - powiedziałam. Mężczyzna spojrzał na kobietę i zbladł.
- R-Rachel - wykrztusił.
- Se-Sebastian.
- Eee... To może ja zrobię herbatę?
- Pomogę ci, Lili - zaoferował Ciel i poszedł ze mną do kuchni.
- Jak myślisz, skąd mój tata zna twoją mamę? - spytałam krojąc ciasto.
- Nie mam bladego pojęcia - powiedział zalewając herbatę.
Gdy wszystko było już gotowe, wróciliśmy z Cielem do ogrodu. Okazało się, że nasi ojcowie się o coś pokłócili, a matka Ciela bezskutecznie starała się ich rozdzielić.
- Co tu się dzieje? - Na tę scenę wrócił wujek Claude i podał mi karteczkę, która okazała się planem lekcji. - Zaczynasz od poniedziałku, Lili.
- Tęsknię za starą szkołą. I za Jane - oznajmiłam.
Spór między panami został zażegnany i spędziliśmy z sąsiadami całkiem miłe popołudnie. Okazało się, że ja i Ciel będziemy w tej samej klasie, ale na innym profilu. Wieczorem rozpakowałam się i położyłam spać. Moją ostatnią myślą było, że będzie dobrze...
Komentarze
Prześlij komentarz