Na stacji kolejowej był tłum i rozgardiasz, czyli to co zwykle w takim miejscu. Pospinałam wszystkie walizki i ruszyłam za wujkiem, który pomagał tacie wyjechać ze stacji. Nagle na kogo wpadłam. - Przepraszam, to nie chcący - mruknęłam. - Nie szkodzi. To moja wina - odpowiedział mi chłopięcy głos z idealnym, angielskim akcentem. Rodowity Anglik. Ja już przesiąknęłam tyloma akcentami, że mówiłam bardziej jak zagraniczna turystka niż rodowita Brytyjka. Przyjęłam wyciągniętą w moją stronę dłoń i wstałam. - Dziękuję - Pozwoliłam sobie na delikatny uśmiech. - Nie ma za co. Tak przy okazji: jestem Ciel. Ciel Phantomhive, a ty? - Błękitne oczy bruneta studiowały uważnie moją twarz. - Och. Jestem Lilian Michaelis, ale wszyscy mówią mi... - Lili! - Usłyszałam za sobą pełen wyrzutu głos. - Tak, wujku? - Odwróciłam się i spojrzałam w złote tęczówki skryte za prostokątnymi okularami. - Zaraz mamy autobus - powiedział, więc pożegnałam się z Cielem i ruszyłam za kuzynem taty. Wreszcie w dom...
Westchnęłam i spakowałam książki do plecaka. W tym samym momencie zadzwonił dzwonek i uczniowie wysypali się z klas, po czym gwarną grupą zgodnie ruszyli do szatni. - Hej, Lili. Śpisz? - Jane klepnęła mnie w ramię. Była dobrze zbudowaną, średniego wzrostu brunetką o oczach w kolorze czekolady toffi pomieszanej z ciemnym piwem. Uśmiechnęła się do mnie. - Wybacz, zamyśliłam się. Mówiłaś coś? - mruknęłam. Dziewczyna westchnęła. - Mówiłam, że idziemy dziś w tę samą stronę i mogłabym cię odprowadzić, Lili - powiedziała. - Och. Jasne - Uśmiechnęłam się. Ruszyłyśmy drogą rozmawiając. Mówiłyśmy głównie o mojej przeprowadzce do Londynu. Tak naprawdę nie chciałam wyjeżdżać. Miałam już dość tych ciągłych przeprowadzek. Ledwo zdążyłam przyzwyczaić się do swojej klasy i zdobyć przyjaciółkę, a już dopadała mnie wizja przechodzenia przez to na nowo. Ech... Jane zapewniała, że o mnie nie zapomni i będzie często dzwonić. Odpowiedziałam, że ja również. Rozstałyśmy się pod moim domem. - Już jestem!...