Westchnęłam i spakowałam książki do plecaka. W tym samym momencie zadzwonił dzwonek i uczniowie wysypali się z klas, po czym gwarną grupą zgodnie ruszyli do szatni.
- Hej, Lili. Śpisz? - Jane klepnęła mnie w ramię. Była dobrze zbudowaną, średniego wzrostu brunetką o oczach w kolorze czekolady toffi pomieszanej z ciemnym piwem. Uśmiechnęła się do mnie.
- Wybacz, zamyśliłam się. Mówiłaś coś? - mruknęłam. Dziewczyna westchnęła.
- Mówiłam, że idziemy dziś w tę samą stronę i mogłabym cię odprowadzić, Lili - powiedziała.
- Och. Jasne - Uśmiechnęłam się.
Ruszyłyśmy drogą rozmawiając. Mówiłyśmy głównie o mojej przeprowadzce do Londynu. Tak naprawdę nie chciałam wyjeżdżać. Miałam już dość tych ciągłych przeprowadzek. Ledwo zdążyłam przyzwyczaić się do swojej klasy i zdobyć przyjaciółkę, a już dopadała mnie wizja przechodzenia przez to na nowo. Ech... Jane zapewniała, że o mnie nie zapomni i będzie często dzwonić. Odpowiedziałam, że ja również. Rozstałyśmy się pod moim domem.
- Już jestem! - zawołałam wchodząc do środka.
- Claude? Widziałeś mój grzebień i żel do włosów? - odpowiedział mi głos taty. Jak zwykle podczas przeprowadzki nie mógł niczego znaleźć. Westchnęłam.
- Tak i zastanawiam się co te rzeczy robią w mojej łazience! - odkrzyknął wujek. Ech x2... Gdyby moi opiekunowie pakowali się wcześniej tak, jak ja to nie mieliby tego problemu.
Już od kilku godzin siedzieliśmy w pociągu. Szczerze mówiąc przysypiałam. NUDY! Chcę do domu! Nie lubię przeprowadzek.
- W porządku, Lili? - Tata spojrzał na mnie. Wtuliłam się w niego zamykając oczy.
- W jak najlepszym - mruknęłam. Po chwili już spałam.
Stałam na łące pełnej kwiatów. Słońce przyjemnie grzało w plecy, ptaki ćwierkały różne melodie, a strumyk przepływający przez polankę szemrał swoją dziwną pieśń. Rozejrzałam się dokoła, ale nie dostrzegłam niczego oprócz wymienionych wyżej rzeczy i drzew. Zauważyłam za to, że jestem ubrana w zwiewną, fiołkową sukienkę do połowy uda. Nagle na polanę wszedł mój tata [w młodszej wersji (poznałam go po specyficznym kolorze oczu)] i blondwłosa kobieta o błękitnych oczach.
- Jesteśmy na miejscu, Rachel - odezwał się tata.
- Jeju, Sebastianie, tu jest pięknie - Uśmiechnęła się "Rachel"...
Obudziłam się czując jak ktoś mną delikatnie potrząsa.
- Co się dzieje? - spytałam sennie.
- Jesteśmy na miejscu, Śpiąca Królewno - Zaśmiał się wujek. Westchnęłam, złapałam walizki i wysiadłam z pociągu.
Ohayo, kochani! To ja, Lili. Wracam z nowym opowiadankiem. Opowiadać będzie historię dziewczyny, którą wychowali jej tata do "spółki" ze swoim kuzynem. Lili w wieku szesnastu lat przeprowadzi się z opiekunami do Londynu i pozna tam swoją matkę. Jak ułożą się jej relacje z rodzicielką? No cóż... to się okaże...
- Hej, Lili. Śpisz? - Jane klepnęła mnie w ramię. Była dobrze zbudowaną, średniego wzrostu brunetką o oczach w kolorze czekolady toffi pomieszanej z ciemnym piwem. Uśmiechnęła się do mnie.
- Wybacz, zamyśliłam się. Mówiłaś coś? - mruknęłam. Dziewczyna westchnęła.
- Mówiłam, że idziemy dziś w tę samą stronę i mogłabym cię odprowadzić, Lili - powiedziała.
- Och. Jasne - Uśmiechnęłam się.
Ruszyłyśmy drogą rozmawiając. Mówiłyśmy głównie o mojej przeprowadzce do Londynu. Tak naprawdę nie chciałam wyjeżdżać. Miałam już dość tych ciągłych przeprowadzek. Ledwo zdążyłam przyzwyczaić się do swojej klasy i zdobyć przyjaciółkę, a już dopadała mnie wizja przechodzenia przez to na nowo. Ech... Jane zapewniała, że o mnie nie zapomni i będzie często dzwonić. Odpowiedziałam, że ja również. Rozstałyśmy się pod moim domem.
- Już jestem! - zawołałam wchodząc do środka.
- Claude? Widziałeś mój grzebień i żel do włosów? - odpowiedział mi głos taty. Jak zwykle podczas przeprowadzki nie mógł niczego znaleźć. Westchnęłam.
- Tak i zastanawiam się co te rzeczy robią w mojej łazience! - odkrzyknął wujek. Ech x2... Gdyby moi opiekunowie pakowali się wcześniej tak, jak ja to nie mieliby tego problemu.
Już od kilku godzin siedzieliśmy w pociągu. Szczerze mówiąc przysypiałam. NUDY! Chcę do domu! Nie lubię przeprowadzek.
- W porządku, Lili? - Tata spojrzał na mnie. Wtuliłam się w niego zamykając oczy.
- W jak najlepszym - mruknęłam. Po chwili już spałam.
Stałam na łące pełnej kwiatów. Słońce przyjemnie grzało w plecy, ptaki ćwierkały różne melodie, a strumyk przepływający przez polankę szemrał swoją dziwną pieśń. Rozejrzałam się dokoła, ale nie dostrzegłam niczego oprócz wymienionych wyżej rzeczy i drzew. Zauważyłam za to, że jestem ubrana w zwiewną, fiołkową sukienkę do połowy uda. Nagle na polanę wszedł mój tata [w młodszej wersji (poznałam go po specyficznym kolorze oczu)] i blondwłosa kobieta o błękitnych oczach.
- Jesteśmy na miejscu, Rachel - odezwał się tata.
- Jeju, Sebastianie, tu jest pięknie - Uśmiechnęła się "Rachel"...
Obudziłam się czując jak ktoś mną delikatnie potrząsa.
- Co się dzieje? - spytałam sennie.
- Jesteśmy na miejscu, Śpiąca Królewno - Zaśmiał się wujek. Westchnęłam, złapałam walizki i wysiadłam z pociągu.
Ohayo, kochani! To ja, Lili. Wracam z nowym opowiadankiem. Opowiadać będzie historię dziewczyny, którą wychowali jej tata do "spółki" ze swoim kuzynem. Lili w wieku szesnastu lat przeprowadzi się z opiekunami do Londynu i pozna tam swoją matkę. Jak ułożą się jej relacje z rodzicielką? No cóż... to się okaże...
Komentarze
Prześlij komentarz